Ostatnio pracuję nad kilkoma większymi projektami więc (jak
zwykle) nie mam czasu. Znikłam nieco z wirtualnego świata z przyczyn myślę
oczywistych. W wirtualnym świecie nikt nie może czuć się bezpiecznie, a
niestety niektórzy nie zdają sobie z tego sprawy (albo po prostu o tym nie
myślą). Ja nie myślałam i... przeliczyłam się. Ale w końcu uczymy się na
błędach. Prawda?
Ostatnimi czasy moim mottem życiowym jest, że „w życiu
niczego nie można być pewnym”. Chociaż... sama podważam słuszność tego zdania
(jak to na mnie przystało) hehe no cóż, ten typ tak ma ;)
Nie będę pisała co u mnie słychać.
Czemu?
A po co? Ci którzy chcą wiedzieć sami zapytają. Ci którzy
powinni wiedzieć - dowiedzą się. Na co całemu wirtualnemu światu wiedzieć co
robię, o której wstaje, gdzie wychodzę? Po co komu wiedzieć, że jakaś kobieta
gdzieś w Polsce siedzi z przyjaciółmi w pubie albo wygina na parkiecie?
Ktoś mógłby zapytać - po co mi w takim razie ten blog?
Hmmm... no cóż... teraz to już sama nie wiem hehe ;) ale
czas pokaże.
Może właśnie do tego. Może właśnie po to aby zrozumieć
własne myśli.
Czas nagli a dzisiaj tyle do zrobienia. Pozwólcie, że
zaszyje się teraz w zaciszu swojego, pachnącego różami pokoju i... posprzątam
;)
W razie jakbym nie napisała już w tym roku to życzę wszystkim udanej zabawy sylwestrowej i lepszego nowego roku.
Ponieważ ciężko jest mi opisać wszystko co się zmieniło od ostatnich notek w moim życiu postanowiłam nie pisać. Ciężko jest nadrobić zaległości więc jak tylko skończę layout napiszę coś o teraźniejszości.
skomentuj (2)Po pięknym, słonecznym weekendzie czas wrócić do pracy. I całe szczęście! Ileż można siedzieć w domu i wypoczywać. Dodatkowo wzięłam sobie wolne w piątek żeby odespać te wszystkie wyjazdy służbowe. Niestety ból zęba nie pozwolił mi na to. Na szczęście w sobotę czułam się lepiej co pozwoliło mi na pełen relaks (w wolnym tłumaczeniu lenistwo). Niedziela również była bogata w… odpoczynek ;) W zaciszu ogrodu, leżak w pełnym słońcu a obok on… mój najukochańszy pupil, moja kicia. Mogłabym tak leżeć cały weekend ale czekało mnie sprzątanie. Na szczęście szybko uporałam się z kłębkami kurzu i dalej mogłam wygrzewać kości w ogrodzie. Wieczorem dla rozluźnienia kąpiele z bąbelkami o zapachu cynamonu. Na szczęście już jestem w pracy ;)
skomentuj (0)
Dawno nic nie pisałam a dostaję wiadomości, że co niektórzy czytają jeszcze mojego bloga więc… dla osób, które są ciekawe kiedy, jak i dlaczego przepadłam w gąszczu spraw piszę tę notkę.
Głównym powodem mojej nieobecności jest ogólne znudzenie do blogów. Częściej będzie można mnie teraz zastać na starym fotologu zaza.fotolog.pl . Fotografowanie nigdy mi się nie znudzi ;)
Drugim powodem jest oczywiście praca. A właściwie miejsce mojego zamieszkania. Otóż jak już wrócę z pracy do domu to pojawiają się dwa scenariusze:
1. Wyspałam się w autobusie jadąc do domu (o ile można powiedzieć, że autobus w ogóle jedzie przy takim stężeniu korków ulicznych) więc biorę prysznic, jem obiado – kolację, ewentualnie coś sprzątam, piorę a następnie zasypiam na kanapie zanim zacznie się film.
2. Nie wyspałam się w autobusie (np. z powodu obecności osoby w stanie nietrzeźwym, zwolennika naturalnych perfum) więc jem obiado – kolację i zasypiam przy dobranocce.
Oczywiście jest to taki dość brutalny scenariusz. Odgrywa się on właśnie teraz bo po bardzo męczącym, tygodniowym urlopie musiałam wyjechać służbowo do Krakowa na cały weekend, następnie tydzień do pracy i w weekend kolejny wyjazd służbowy, ponownie do Warszawy. A to męczy cholernie. Mimo zmęczenia i ciężkiej pracy w co niektóre weekendy to bardzo chętnie wyjeżdżam. To jest moje życie i nie chcę tego za nic w świecie zmieniać :) Kiedy odpocznę? No nie przesadzajcie, czuje się świetnie ;)
Jest jeszcze kilka rzeczy, o których nie mogę lub nie chcę pisać więc na razie to by było na tyle.
Ps. Na dniach będę miała nowy nr komórkowy więc jeśli komuś nie podam do poniedziałku 24.09 br. to proszę się przypomnieć ;)
W stolicy byłam służbowo (23-25 VI 2007r.) na mistrzostwach, których firma była organizatorem (więcej szczegółów na www.perfect-lady.pl). Ja o pracy opowiadać nie będę... ja opowiem o Warszawie moimi oczami.
Zakochałam się. Zakochałam się w widoku Warszawy nocą. Prawie każde miasto nocą wygląda pięknie (jeśli się lubi takowe widoki) ale tam człowiek czuje się jakoś... inaczej. Nie wyobrażam sobie mieszkać w tym mieście lecz na jeden wieczór warto tam zawitać. Wiadomo, że jak w każdym mieście znajdą się gorsze dzielnice, brudne, zamieszkałe przez pijaków i ćpunów. Ja zwiedziłam inne miejsca. Mi widok gwieździstego nieba bardzo poprawił humor. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz odwiedzę to miejsce i zobaczę więcej. Miasto jak miasto, powiedziałby ktoś. A może to nie działanie miasta? Może to radość z życia...
Ps. Szkoda, że nie mam fotek robionych nocą :(
pałac kultury
ciasteczko ;)
kwiatuszek ;)
kwiatuszki
fontanna
przez szybę
Oksana
sala mistrzostw
Warszawa z góry ;)